Sąd zdecydował o przywróceniu pracownika do pracy w CUW podważając podstawy decyzji o jego zwolnieniu. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, ponieważ gmina złożyła apelację
Nie zmienia to jednak faktu, że już dziś sprawa stawia poważne pytania o sposób działania władz gminy i standardy podejmowania decyzji w urzędzie.
Sprawa ciągnęła się 4 lata
Do sądu powołano ponad 50 świadków, co znacząco wydłużyło postępowanie. Ostatecznie tylko nieliczni złożyli zeznania niekorzystne dla dyrektora. Wśród nich są osoby zajmujące ważne stanowiska w strukturach gminnych, a niektóre z nich odniosły bezpośrednie lub pośrednie korzyści po jego zwolnieniu. To rodzi pytania o bezstronność zeznań oraz o to, jakie interesy mogły towarzyszyć całej sprawie. Nieoficjalnie mówi się także o tym, że działania procesowe mogły być prowadzone w taki sposób, aby sprawa nie zakończyła się przed wyborami samorządowymi.
Najważniejsze ustalenie sądu jest jednoznaczne: zarzuty wobec Syty nie zostały udowodnione w jakimkolwiek stopniu uzasadniającym jego zwolnienie. Również argument o "utracie zaufania" nie został przekonująco udowodniony. Co więcej wójt gminy nie pojawił się w sądzie, aby osobiście bronić decyzji swojego urzędu. W sprawie tej rangi trudno uznać to za drobiazg.
Najbardziej gorzka część tej historii, dopiero się zaczyna
Jeśli wyrok się utrzyma, a pracownik zdecyduje się kontynuować działania prawne – a wiele na to wskazuje - można spodziewać się walki o wysokie odszkodowanie, a skala roszczeń od Gminy Oleśnica i osób prywatnych może być znacząca. Gmina będzie musiała pokryć koszty wieloletniego procesu oraz wypłacić ewentualne odszkodowanie.
Ale rachunku nie zapłaci osoba, która podjęła decyzję o zwolnieniu. Zapłacą go mieszkańcy. To właśnie z pieniędzy podatników zostaną pokryte koszty błędnej decyzji.
Dlatego pytanie brzmi już tylko: czy zwolnienie było słuszne?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze